Tarnowskie kroniki (5) - Pogrzeb hetmana Jana Tarnowskiego, sierpień 1561 r.


Po Polszcze pospolicie wszędzie, także w Litwie i w Rusi pełno żałości i smutku było - pisał o śmierci Jana Tarnowskiego Stanisław Orzechowski , szesnastowieczny kontrowersyjny kapłan, ale wybitny publicysta i literat. Pogrzeb hetmana Jana Tarnowskiego stał się, o czym warto przypomnieć, jednym z największych wydarzeń w historii miasta.

 

Ale też wydarzenie to dotyczyło pożegnania najwybitniejszego, jak moglibyśmy go dzisiaj określić, tarnowianina w dziejach. Mąż stanu, polityk, wódz i teoretyk wojskowości - znaczenie hetmana określają jego dokonania. Jego wpływ na losy nie tylko Tarnowa ale i całego kraju był bezsporny, większy niż innych Leliwitów, nie wyłączając założyciela miasta Spycimira , a rola odgrywana w polityce, teorii

i praktyce wojennej, kulturze (poprzez mecenat) stawiała go w rzędzie największych postaci polskiego złotego wieku. Część badaczy uważa, że był w tej epoce jedną z najwybitniejszych postaci w skali nie tylko polskiej ale i europejskiej.

 

O ostatnich latach życia hetmana wiemy niewiele. Ponad siedemdziesięcioletni, urodzony w 1488 roku "wielki bohater acz krótkiego ciała" jak, z uwagi na drobną posturę, bywał określany, zachowywał cały czas dużą aktywność. U schyłku życia jednak, jak zauważa monografista Leliwitów małopolskich Włodzimierz Dworzaczek , słabnące prawdopodobnie siły nie pozwalały mu już na opuszczanie ulubionej siedziby, dworu w Wiewiórce, skąd datował niemal wszystkie swoje ówczesne listy. Tam też zmarł 16 maja 1561 roku.

 

Z relacji nuncjusza Bongiovanniego wiemy, że przy śmierci hetmana był biskup kamieniecki Leonard Słonczewski , bawiący w Wiewiórce przejazdem - udawał się właśnie na pogrzeb Jana Mieleckiego , wojewody podolskiego i marszałka wielkiego koronnego, syna siostry hetmana. Z przyczyny śmierci którego i on umarł - jak skonstatował nuncjusz. Zdaje się więc, że to wiadomość o zgonie bardzo kochanego siostrzeńca spowodowała kryzys i stała się bezpośrednią przyczyną śmierci schorowanego hetmana. Wiemy ponadto od Stanisława Orzechowskiego, że w ostatnich chwilach życia towarzyszyli hetmanowi również proboszcz kolegiaty tarnowskiej Marcin Łyczko , kapelan ksiądz Jakub oraz dworzanie - zmarł o świcie, po wysłuchaniu mszy i opatrzony sakramentami.

 

Na wieść o śmierci ojca jego syn Jan Krzysztof Tarnowski , kasztelan wojnicki, przebywający w Gorliczynie pod Przeworskiem dniem i nocą z małżonką swą ku Wiewiórce bieżał . Przybywszy na miejsce zmierzyć się zrazu musiał z energicznymi zabiegami duchownych protestanckich, którzy próbowali skłonić go aby zaniechał uroczystych nabożeństw i zbyt okazałego ceremoniału pogrzebowego, pragnąc w ten sposób osłabić wrażenie katolickiej śmierci hetmana. Otaczający opieką innowierców hetman, co do którego przywiązania do Kościoła pojawiały się dosyć zasadne wątpliwości, umierał jednak, jak napisał Orzechowski, w tej wierze (...) w której umarli wszyscy przodkowie jego . Nuncjusz papieski, rozumiejąc propagandowe znaczenie uroczystego pogrzebu z zachowaniem całego ceremoniału, potrafił umocnić Jana Krzysztofa w oporze przeciwko tym pomysłom, a wspomogli go również krewni kasztelana wojnickiego oraz jego żony.

 

Wieść o śmierci Jana Tarnowskiego rozprzestrzeniała się po całym kraju wywołując wielkie poruszenie. Żałość zapanowała zwłaszcza w Rusi, w Przemyślu kiedy dotarła tam ta smutna wiadomość burmistrz zakazał tańców i biesiad, podobnie było i w innych miastach - zresztą, jak podaje Orzechowski, kiedy wieść o zgonie hetmana do bawiących się docierała, biesiady i zabawy przerywano samorzutnie aby go uczcić.

Data pogrzebu hetmana wyznaczona została na poniedziałek przed świętym Bartłomiejem,18 sierpnia, do tego czasu przy jego zwłokach, przeniesionych do kościoła, przez okres trzech miesięcy odbywały się codzienne egzekwie. Dwa dni przed pogrzebem, w sobotę 16 sierpnia, ciało hetmana przewiezione zostało z Wiewiórki na zamek tarnowski, w miejsce gdzie się urodził i skąd miał być poniesiony do grobu, a towarzyszył mu liczny orszak żałobny prowadzony przez Jana Krzysztofa z małżonką Zofią i jego stryjecznego brata, Stanisława Tarnowskiego , wojewodę sandomierskiego . Do Tarnowa ściągali w tym czasie wszyscy pragnący wziąć udział w pogrzebie - senatorzy i możni oraz mrowie ludu pospolitego, pragnącego oddać ostatni hołd swemu obrońcy i suzerenowi. Ci, którzy przybyć osobiście nie mogli a powinni, przysyłali swoich posłów - króla reprezentował kanclerz koronny Jan Ocieski , inni posłowie m.in. księcia Albrechta Hohenzollerna ( tego od hołdu pruskiego 1525 ) i, co interesujące, księcia Wasyla Konstantego Ostrogskiego (zięcia hetmana). W niedzielę poprzedzającą pogrzeb tak wielka ilość ludu już do Tarnowa przybyła, że w samym mieście, na przedmieściach i w okolicznych wsiach kłębiły się tłumy ludzi i koni - stajnie i obrok zapewniało wszystkim hrabstwo tarnowskie. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w poniedziałek przed południem kiedy z zamku do miasta ruszył kondukt prowadzący zwłoki hetmana. Jak obrazowo przedstawia to Orzechowski: Tłuszcze były wielkie ludzi, pola pomiędzy zamkiem a miastem ludem smutnym a czarnym były przykryte .

 

Kondukt otwierała procesja ubogich, których "huf wielki", ubranych w kapy i ze świecami, powolnym krokiem schodził drogą zamkową w kierunku miasta. Za nimi szli mnisi oraz kapłani i dostojnicy kościelni z całego kraju (biskupi kujawski i przemyski, sufragan krakowski, archidiakon krakowski, opaci tyniecki i koprzywnicki i wielu innych ), za którymi wiedziono kilkadziesiąt koni pod jedwabnymi przykryciami a za nimi kilkadziesiąt mar, czyli nosideł, pod złotogłowiem, srebrnogłowiem i aksamitem. Wymowa tych symboli musiała być współcześnie czytelna i jednoznaczna, taki sam motyw pojawi się bowiem również 11 lat później na pogrzebie króla Zygmunta Augusta ( 30 koni pod jedwabnymi przykryciami, za nimi 30 mar pod złotogłowiem, każda niesiona przez cztery osoby ).

 

Za marami jechał młodzieniec z podniesionym wysoko czarnym proporcem na którym złotem wybity był krzyż i krótka historia zacnych dziejów hetmana, za nim drugi z drzewcem (kopią), za nim kiryśnik (w zbroi) a za nimi podkomorzy Nikodem Radoszownicki w czarnej atłasowej szubie, reprezentujący osobę swego zmarłego pana. Za tymi konnymi dopiero wiezione było ciało hetmana - mary i okrycia koni zdobione były herbami Tarnowskich. Dopiero za trumną szła główna część konduktu, którą otwierała rodzina i krewni hetmana z kasztelanem wojnickim i jego żoną, senatorami - wojewodowie krakowski, poznański, sandomierski (Stanisław Tarnowski), wielu kasztelanów - i innymi dostojnikami, później drobniejsza szlachta oraz wielki tłum "ludu pospolitego". Kondukt po wejściu do miasta rozlał się wokół kolegiaty, przed którą odprawiane były uroczyste obrzędy - ciało wprowadzono do kolegiaty dopiero wczesnym wieczorem. Kazanie "osobliwe" wygłosił wówczas Łukasz, dominikanin lwowski, który przypomniał żywot hetmana - {...}zaprawdę było czego słuchać (...). Po kazaniu tegoż dnia był kondukt, po kondukcie ciało do grobu nowego schowano na prawej ręce ołtarza wielkiego. Proporzec czerwony {...}nad grobem zawieszono.


Uzupełniając cytowanego tu Orzechowskiego trzeba zauważyć, że ten "grób nowy" to krypta usytuowana przy północnej ścianie prezbiterium, w czasie pogrzebu hetmana nie było jeszcze nad nią pomnika nagrobnego którego realizacja, prawdopodobnie z fundacji samego Jana Tarnowskiego, dopiero się rozpoczynała - natomiast bez wątpienia przed pogrzebem usunięty został wcześniej tu usytuowany nagrobek tzw. Trzech Janów.

 

Następnego dnia odbyły się procesje w kościołach całego hrabstwa, na głównej procesji w kolegiacie stawił się cały zastęp dostojników. Dostojne zgromadzenie wysłuchało kazania, po którym składano na ołtarzu symbole rycerskiego stanu i chrześcijańskiej wiary zmarłego. I tak kasztelan wojnicki, jego syn, niósł szczyt (tarczę) świecami oblepiony; wojewoda sandomierski, synowiec, (czyli bratanek) kapalin (hełm) świecami oblepiony; Jan Rzewuski miecz, też świecami oblepiony. Jan Sieniawski , wojewoda ruski niósł i łamał drzewce (kopię) a później Brzostowki, kiryśnik (facet w zbroi ) z konia spadł "z srogim i ogromnym trzyskiem".

 

Trzeba tu zauważyć, że symboliczne niszczenie broni na pogrzebie wojownika -rycerza wynikało ze starej, jeszcze przedchrześcijańskiej tradycji, żywej i w XVI w. - np. nad trumną Zygmunta Augusta złamany został symbolicznie miecz. Znaczenie innych symboli wyjaśnia Orzechowski: "(...) one wyświadczają, iż Jan Tarnowski prawdziwym chrześcijaninem i rycerzem był. Oddawał nam żywym na swym pogrzebie zapaloną świecę na znak tego, iż on świecy, którą był na chrzcie z rąk kapłańskich raz wziął, nie zgasił niewiarą, ani kacerstwem żadnem (...). Oddawał nam też zbroję całą na znak tego, że on w rycerskim stanie był dobrym a cnotliwym rycerzem. A - iż on dla Rzeczypospolitej drzewa, zbroje, szczytu, konia swego przeciwko nieprzyjacielowi polskiemu wiernie a mężnie używał - ztego wszystkiego niech będzie dana od nas samemu bogu cześć i chwała.

Po wszystkich ceremoniach, opisanych a także pominiętych tu w opisie, pogrzeb zakończony został obiadem wydanym dla najbardziej dostojnych uczestników uroczystości na probostwie tarnowskim - obiad był "wielki i długi (...) dostatni jako u pana wielkiego", odbył się zaś w rezydencji prepozyta (obecnie plac Katedralny 3), wyróżnionej już przez Jana Długosza w Liber beneficjorum jako najładniejszy budynek w całym mieście.

 

To smutne chociaż uderzające wspaniałą oprawą wydarzenie wyjątkowe było jeszcze z jednego powodu - w całej historii miasta w okresie pierwszej Rzeczypospolitej nigdy, ani wcześniej ani później, tak wielkiej ilości ludzi tu nie widziano. Zważywszy, że samo miasto mogło w tym okresie liczyć około dwóch tysięcy mieszkańców a kilkanaście ( kilkadziesiąt ?) tysięcy przybyło na pogrzeb, to skala tego wydarzenia porównywalna jest jedynie z mszą dla rolników podczas pamiętnej wizyty papieża Jana Pawła II w Tarnowie w 1987 roku, kiedy zgromadzonych zostało ponad milion ludzi, ale w mieście około stutysięcznym.

 

Pożegnali hetmana swoimi utworami Jan Kochanowski , Melchior Pudłowski i obficie tu cytowany Stanisław Orzechowski

 

Pochowany w krypcie w prezbiterium kolegiaty tarnowskiej hetman doczekał się w niedługim czasie również odpowiedniego dla swojej rangi grobowca. Zlecony jeszcze przez niego pomnik nagrobny wykonywał jeden z najwybitniejszych twórców tego czasu, czynny na Wawelu przy zleceniach dworu królewskiego Jan Maria Mosca zwany Padovano . Po śmierci hetmana prace nad pomnikiem finansował jego syn Jan Krzysztof a po jego rychłej śmierci w 1567 roku, sfinalizował jego szwagier, mąż córki hetmana Zofii, książę Wasyl Konstanty Ostrogski. Ukończony ostatecznie pomnik nagrobny hetmana i jego syna Jana Krzysztofa, do którego w końcowej fazie dołączono nagrobek zmarłej w 1570 r. Zofii (ale już nie dłuta Padovana lecz prawdopodobnie jego współpracownika Wojciecha Ruszczyca ) stał się największym pomnikiem renesansowym w Polsce, zaliczanym jednocześnie do dzieł najwybitniejszych. W nawiązującej do formy łuku triumfalnego oprawie architektonicznej przedstawiona została leżąca na sarkofagu postać hetmana w zbroi, z mieczem leżącym w zasięgu ręki, uzupełniają kompozycję przedstawienia alegoryczne cnót oraz sceny zwycięskich bitw hetmana.

 

Jak podaje pierwszy monografista Tarnowa ksiądz Wincenty Balicki , w 1827 roku podczas prac prowadzonych w katedrze uzyskano dostęp do krypty grobowej hetmana. Trumny hetmana, Jana Krzysztofa i Zofii miały być słabo zachowane, znalezione zostały przy nich złoty łańcuch z wielkim medalionem z inicjałami Zygmunta Augusta i dwie tablice srebrne, grubo złocone z obszernym tekstem łacińskim upamiętniającym jedna hetmana, druga jego syna.

 

Wincenty Balicki był w omawianym okresie wikariuszem katedralnym, relacja pochodzi więc z pierwszej ręki, na ile jest ona jednak ścisła trudno obecnie powiedzieć.

K. Marek Trusz

06.04.2011
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |