Tarnowskie Kroniki (9) - Rynek 5 - najstarsza tarnowska kamienica.

Kamienica Rynek 5, trakt frontowy od strony rynku, dawny podcień - widok z wnętrza kamienicy.

W południowo - zachodnim narożniku rynku, przy wylocie ulicy Krótkiej, stoi sobie nie za duża, niezbyt efektowna kamienica - jej rangę podnosi mieszczące się tutaj Tarnowskie Centrum Kultury. Jest to kamienica Rynek 5, dla słabiej zorientowanych (czyli prawie dla wszystkich), taka sama jak dwadzieścia parę pozostałych kamienic przyrynkowych, a przy tym nie tak efektowna jak np. zafundowany nam w ostatnim czasie disneylandowy preparat, w który zmieniona została jedna z kamienic w północnej pierzei rynku ( Rynek 18 ).

Jest to jednak najstarsza rozpoznana kamienica tarnowska. Dla informacji: kamienicą nazywany jest murowany dom piętrowy - w odróżnieniu od niego dom parterowy, nawet usytuowany w zabudowie zwartej, kamienicą nie jest. Tak więc, uznając Rynek 5 za najstarszą kamienicę nie możemy automatycznie utożsamiać jej z najstarszym domem murowanym w mieście, chociaż wydaje się to bardzo prawdopodobne.

Kamienica ta zalicza się, co ma tutaj podstawowe znaczenie, do obiektów najlepiej rozpoznanych w całej zabudowie starego miasta, przeszła pełny cykl badań strukturalnych (struktury budowlanej i dekoracji malarskiej) i historycznych (kwerendy źródłowe, bibliograficzne, itd.). W ich wyniku można było stwierdzić zarówno znakomity stan zachowania architektury kamienicy (nie mylić ze stanem technicznym), jak i dosyć skomplikowany jej rozwój, w poszczególnych fazach utrwalający sytuację działki lokacyjnej i wprowadzane w pierzejach rynku regulacje.

Czasu powstania murowanego domu w obrębie działki nie da się precyzyjnie ustalić. Możemy tu wyznaczyć jedynie ogólne ramy czasowe na okres od około 1330 roku - czyli lokacji miasta, do schyłku XV wieku, kiedy dom tu istniejący miał już formę kamienicy, a więc budynku piętrowego.


Trzeba przy tej okazji powiedzieć, że nim Tarnów stał się miastem, musiał wcześniej przejść proces lokacji co, wbrew przekonaniu niektórych historyków - amatorów nie było takie proste. To nie wyglądało tak, że była sobie jakaś osada - w tym przypadku wieś Tarnów Wielki - a dobry król zwany Łokietkiem jej właścicielowi, swojemu ulubieńcowi Spycimirowi, któregoś dnia dał w nagrodę za liczne usługi i zasługi dyplom którym zmieniał wieś w miasto, i po bólu. Było to trochę bardziej skomplikowane. Pomijając wszelkie inne względy, których było całkiem sporo (polityczne, prawne, ekonomiczne i inne), sama lokacja wymagała znalezienia fachowca, czyli zasadźcy, który byłby w stanie zaprojektować plan miasta i rozmierzyć teren, dzieląc go precyzyjnie przy pomocy specjalnego sznura na przestrzeń publiczną i przeznaczoną dla indywidualnych właścicieli, wyznaczyć funkcje poszczególnych części miasta i, co miało podstawowe znaczenie, rozmierzyć działki siedliskowe i wyznaczyć granice.


Te dwie ostatnie czynności dawały podstawę do kontraktu jaki zawierał właściciel miasta z jego mieszkańcami - powierzchnia działki siedliskowej stanowiła punkt wyjścia przy określaniu wysokości czynszu i wszelkiego rodzaju opłat i podatków, granica zaś oddzielała przestrzeń gdzie obowiązywało prawo miejskie od świata zewnętrznego, extra muros, który podlegał innym regulacjom, dlatego musiała być precyzyjnie określona i wyraźnie oznaczona (jeśli nie murem, to przynajmniej płotem, co w uboższych miastach się zdarzało). Późnej już tylko wystarczyło podzielić grunty rolne - zwykle kilkukilometrowe przestrzenie leśne - by każdy mieszkaniec mógł dostać taką samą działkę, ściągnąć z innych miast trochę mieszkańców o potrzebnych miastu zawodach (niepiśmienni chłopi wiejscy nie mogli zabezpieczyć funkcjonowania miasta) i miasto gotowe. To znaczy prawie gotowe, bo trzeba było jeszcze je zabudować, zaopatrzyć w wodę, na wydzieloną pod kościół działkę ściągnąć kapłana (za darmo się tego nie załatwiło) i wykonać jeszcze to i owo, ale do rzeczy. Ta przydługa dygresja ma podkreślić znaczenie jakie dla najwcześniejszej sytuacji zabudowy posiada działka siedliskowa. Otóż architektura kamienicy Rynek 5, jako jedna z nielicznych, utrwala wymiary działki lokacyjnej z roku 1330.

 

Kamienica Rynek 5, portal XV w. w wejściu do komory piwnicznej pod dawną świetlicą.

Dzięki wzniesieniu murowanego domu niedługo po lokacji, wypełniona została niezmieniona jeszcze przestrzeń działki i przez następnych kilkaset lat uniknęła ona wtórnych podziałów, czy przesunięcia granic. Dzięki temu możemy m.in. potwierdzić wyliczoną teoretycznie długość sznura którym zasadźca rozmierzył plan miasta w terenie i uznać za pewne, że był to sznur długości 44.73 m., stanowiący 150-ciokrotność stopy tzw. polskiej (ok. 0.298 m.). Wszystkie inne wymiary planu miasta (szerokość ulic, placów, podziały gruntów rolnych) wynikają z wielokrotności lub z podziału tego wymiaru. Działki siedliskowe w blokach wokół rynku podzielone zostały na dwie kategorie - w krótszych pierzejach wschodniej i zachodniej miały trochę większą powierzchnię i wymiary: głębokość 8/9 sznura, szerokość 5/18 sznura. Nieco mniejsze działki przy dłuższych pierzejach przy głębokości 1 sznura miały szerokość 2/9 sznura.

Najwcześniejszy dom murowany, który powstał na działce, zgodnie ze stosowaną zasadą zajął frontową część działki, z elewacją w linii pierzei rynkowej. W początkowej fazie był parterowy ale w całości podpiwniczony oraz, co wyróżniało go spośród najwcześniejszych murowanych budynków w mieście, zajął pełną szerokość działki. Domy średniowieczne lub z początków okresu nowożytnego w Tarnowie (i nie tylko) zwykle zajmowały narożny fragment działki, z boku pozostawiony zaś był pas wolnego gruntu który stanowił drogę na zaplecze posesji, gdzie lokowano budynki gospodarcze.
Nasz dom musiał należeć do bogatego właściciela, którego stać było na wzniesienie bardzo wówczas drogiego budynku murowanego (drewniane były wielokrotnie tańsze ), w dodatku dużo większego od przeciętnych. W tylnej części działki, pewnie trochę później, powstał jeszcze drugi dom murowany. Jego sytuacja jest zupełnie zaskakująca. W oparciu o zachowaną strukturę można go sytuować w obrysie dzisiejszej sali koncertowej na piętrze (ta ze stropem belkowym), która została nadbudowana na jego ścianach obwodowych. Był to obiekt o reprezentacyjnej formie, jednoprzestrzenny, o wysokim wnętrzu, z jednokomorową piwnicą o potężnym sklepieniu. W południowej ścianie, w linii obecnej ulicy Krótkiej, znajdowały się okna, w ścianie północnej, od wewnątrz, wysokie blendy (płytkie wnęki) których parapety, poszerzone zapewne drewnianymi okładzinami, służyły jako siedziska. Wnętrze pełniło więc typową funkcję świetlicy, czyli reprezentacyjnego pomieszczenia w którym właściciel załatwiał interesy i przyjmował gości. Tego rodzaju pomieszczenia, występujące w bogatych domach zawsze w części tylnej, nosiły nazwę izby na zadzi ( nie na zadzie, jak ten termin w którymś z moich wcześniejszych tekstów zmienił korektor).

W przypadku Rynku 5 sytuacja owej świetlicy jest zupełnie wyjątkowa, bo pomimo wyraźnego związku funkcjonalnego z budynkiem frontowym stanowiła samodzielny budynek, odsunięty od frontowego na niewielką odległość. Z nieznanego nam powodu zamiast wykorzystać tylną ścianę budynku frontowego jako wspólną, co byłoby typowym (i tańszym) rozwiązaniem, pomiędzy budynkami pozostawiono wąskie, poprzeczne przejście na zaplecze działki.

W następnym etapie budynek frontowy podwyższony został o piętro, stając się, jak już wcześniej wspomniano, pierwszą w mieście kamienicą. W tej wczesnej wersji dom frontowy miał podział dwuosiowy, w północnej osi parteru znajdowała się, zgodnie ze średniowieczną tradycją, szeroka, przejazdowa sień, w osi południowej przesklepione pomieszczenie.

W sumie te wszystkie, następujące po sobie rozbudowy świadczą, że działkę tego domu od początku zajmował jakiś bogaty gość, może protoplasta jakiejś rodziny kupieckiej, która później rozbudowywała swoją siedzibę.

 

Kamienica Rynek 5, strop belkowy XVII w. w dawnej świetlicy.

Czas tych dokonań jest trudny do określenia. Forma sklepień piwnicznych z pierwszej fazy pozwala przyjąć jej datowanie na XIV wiek, portal kamienny w wejściu do piwnicy pod świetlicą, co prawda osadzony wtórnie, już na XV wiek, jak się więc wydaje pierwszy dom murowany powstał przed 1400 rokiem, pewnie w drugiej połowie XIV wieku, kolejne rozbudowy zająć musiały trochę czasu i zapewne nastąpiły w wieku XV.

Przed końcem XV wieku miasto dotknięte zostało tragicznymi pożarami. Źródła mówią o dwóch pożarach, ale wymieniane są trzy daty - 1483, 1485 i 1494, być może więc miasto płonęło trzykrotnie. Kataklizmy te, pamiętajmy, że w tym okresie zabudowa była prawie wyłącznie drewniana, zupełnie zrujnowały Tarnów - po ostatnim, ówczesny właściciel Jan Amor (ojciec hetmana) aby przyjść miastu z pomocą w odbudowie, zwolnił mieszczan na 10 lat od opłat oraz wyjednał u króla zwolnienie od cła w Sandomierzu na 12 lat.

Pożary te spowodowały zmiany w urbanistyce miasta, najważniejszą była regulacja przeprowadzona w obrębie rynku. Prawdopodobnie gęstniejąca zabudowa spowodowała potrzebę zwiększenia działek siedliskowych, co zrealizowano kosztem powierzchni rynku - podczas odbudowy po pożarach linie pierzei przesunięto w głąb placu tak, że głębokość działek zwiększyła się o jeden trakt.

Na działce Rynek 5 murowana zabudowa przetrwała pożary, a po przesunięciu granicy działki do przodu pojawiła się możliwość rozbudowy części frontowej. Została ona bardzo prędko zrealizowana, można przypuszczać, że szybciej niż postępowała odbudowa domów na innych działkach przyrynkowych. Do kamienicy frontowej dobudowano teraz od przodu podcień. Przy okazji nastąpiła częściowa przebudowa piwnic - pod podcieniem powstały dodatkowe komory z wejściami w obu osiach od strony rynku - oraz połączono oba, wcześniej odrębne budynki, włączając w ich architekturę przestrzeń istniejącego pomiędzy nimi przechodu. Po tej rozbudowie dwuczłonowa kamienica pozostawała jeszcze przez jakiś okres najbardziej okazałym domem przyrynkowym. Konstrukcja podcienia, zapewne najwcześniejszego przy rynku, bo jego arkady od frontu założone były jeszcze na późnogotyckiej formie łuku ostrego (jedyny taki podcień w Tarnowie) tworzyła wyróżniającą kamienicę formę elewacji. Również wejścia do piwnic usytuowane od frontu pod podcieniem, stanowiły rozwiązanie w Tarnowie nietypowe, charakterystyczne dla miast hanzeatyckich i wiązać się musiało z handlową funkcją piwnic.

W późniejszym okresie nastąpiła kolejna faza rozbudowy. Powiększono w jej wyniku rzut kamienicy, zabudowując oś północną do głębokości świetlicy, przez co budynek uzyskał prostokątny obrys a co pociągnęło za sobą przeniesienie do wnętrza schodów na piętro budynku - wcześniej zgodnie ze średniowieczną zasadą usytuowane były zapewne przy elewacji tylnej. Przy tej okazji nad tylnym traktem nadbudowane zostało piętro drewnianej konstrukcji, którego istnienie potwierdzone jest źródłowo - jego powstanie umożliwiło przeniesienie świetlicy z parteru na piętro, w jej miejscu na parterze powstały teraz dwa przesklepione pomieszczenia. Tą rozbudowę datować można w oparciu o relikt kamiennego portalu, który zainstalowany został w nowej części budynku na początku XVII wieku (ok. 1600 ?).

W 1625 roku kamienica została po raz pierwszy odnotowana w aktach sądu wójtowsko - ławniczego. Z wzmianki na jej temat wynika, że nazywana była czerwoną i posiadała w tylnej części wspomniane piętro drewnianej konstrukcji, niedługo później przebudowane na murowane. Pani Paulina Chrzanowska która ów zapis odnalazła, wysunęła przypuszczenie, że nazwa kamienicy pochodzić mogła od XVI-wiecznego mieszczanina tarnowskiego, Marcina Czerwonego, który zapewne był jej właścicielem.

W 1663 roku kamienica, stanowiąca wówczas własność Jakuba Ćwikłowskiego, spłonęła w wielkim pożarze miasta. 10 lat później kiedy wdowa po nim, Katarzyna, chciała kamienicę sprzedać, sporządzony został jej inwentarz i wycena. Wynikało z niego, że pożar poczynił znaczne spustoszenie w budynku, który nie był jeszcze wyremontowany a jego konstrukcja, w tym niektóre sklepienia, była w złym stanie. Ogólnie budynek był dosyć zrujnowany, wyceniony został jednak na 2 tysiące florenów a więc całkiem wysoko, co potwierdza jego cały czas jeszcze wysoki standard na tle ówczesnej zabudowy przyrynkowej. Ostatecznie kamienica została przejęta przez miasto i w 1674 roku sprzedana pisarzowi miejskiemu, Kazimierzowi Kurczkiewiczowi. Dopiero ten nowy właściciel przeprowadził poważny remont, podczas którego wzmocniono konstrukcję budynku, oraz przebudowano piętro nadając świetlicy bardziej reprezentacyjną formę - założono w niej zachowany do dzisiaj wspaniały strop belkowy, o największej w Tarnowie rozpiętości (ok. 7.5 x 9 m.) a ściany ozdobiono polichromią.

W 1735 roku kamienica, będąca własnością spadkobiercy Kurczkiewiczów, Jacentego Ratajewicza, została uszkodzona w kolejnym, wielkim pożarze miasta. Lustracja stanu zabudowy po tym pożarze, spisana przez władze miejskie w styczniu roku 1738 podawała, że kamienica ratajewiczowska ucierpiała bardzo poważnie i potrzebuje wielkiej ekspenzy na reparacyę, podległa jest zawaleniu.

W 1761 roku jej właścicielem został Michał Wszałowicz, zięć Ratajewicza, który sprzedał ją małżeństwu S. i M. Hercewiczów, później kamienica jeszcze kilkukrotnie zmieniała właścicieli, w 1897 r. przechodząc ostatecznie w ręce rodziny Kleinmanów.

W międzyczasie została wyremontowana, przebudowana i rozbudowana. Prawdopodobnie M. Wszałowicz, przed sprzedażą kamienicy przeprowadził jej remont połączony z przebudową piwnic - likwidacji uległy m.in. wejścia od strony rynku - parteru i elewacji frontowej, z tyłu natomiast dobudował piętrową oficynę której wnętrze połączone zostało z wnętrzem budynku głównego. Największą zmianą była przebudowa części frontowej w której zamurowany został podcień a przekształcona w barokowo-klasycystycznym duchu elewacja zwieńczona została trójkątnym szczytem o wolutowych zakończeniach.

Były to zmiany w tym okresie typowe dla większości tarnowskich kamienic. Miasto pogrążone było w głębokim kryzysie, zachęcani różnego rodzaju ulgami wprowadzanymi przez Sanguszków dla podniesienia miasta z upadku właściciele kamienic przekształcali je pod kątem uzyskania jak największej powierzchni użytkowej. Likwidacji ulegały w tym czasie podcienia kamienic przyrynkowych które zamurowywano a ich przestrzeń powiększała powierzchnię użytkową budynków. Typ kamienicy rodzinnej, z handlowo-usługowym parterem o szerokiej sieni przejazdowej i mieszkalnym piętrze, zastępowany był teraz formą domu czynszowego, którego schemat determinowało optymalne wykorzystanie przestrzeni użytkowej. Wraz z podcieniami znikają szerokie, przejazdowe sienie dzielone na pomieszczenia użytkowe i zastępowane wąskimi przechodami, likwidowane są też reprezentacyjne wnętrza w dawnej strefie mieszkalnej, dzielone teraz na mniejsze. Proces ten, trwający jeszcze w XIX i pocz. XX wieku zmienił sytuację zabudowy rynku i całego centrum miasta.

 

Kamienica Rynek 5, pomieszczenie na piętrze obok sali ze stropem belkowym - za otworem przejściowym widoczna blenda dawnego prześwitu łączącego oba wnętrza.

Sama kamienica Rynek 5 była remontowana jeszcze w pocz. XIX wieku - uzyskała wówczas sklepienie w pomieszczeniu osi północnej w tylnej części na piętrze. Później jej stan pogarszał się, zgodnie z praktykowanym przez żydowskich właścicieli kamienic zwyczajem wnętrze, wynajmowane dużej ilości lokatorów, dzielono na coraz mniejsze pomieszczenia. Podczas pierwszej wojny światowej dotknął ją wyraźny pech - w oficynę uderzył w 1915 roku pocisk artyleryjski dużego kalibru, jeden z dwóch które spadły na centrum miasta. Eksplozja zniszczyła budynek oficyny, zniosła dach kamienicy i naruszyła konstrukcję całego budynku. W okresie międzywojennym nie przywrócono jej już poprzedniej formy - podczas remontu w 1918 roku rozebrane zostały resztki oficyny, otwory przejściowe do oficyny w ścianie kamienicy zamurowano oraz przebudowano konstrukcję dachu, likwidując trójkątny szczyt. Elewacja frontowa kamienicy uzyskała mniej więcej taki wygląd jak obecnie, o zredukowanej kompozycji z elementami neorenesansowej dekoracji architektonicznej.

Z okresem tym wiąże się natomiast pewna zagadka dotycząca naszej kamienicy. Wielka sala ze stropem belkowym sąsiaduje z przesklepionym pomieszczeniem po stronie północnej, a w XIX wieku oba wnętrza połączone zostały dwoma szerokimi, prostokątnymi otworami, przypominającymi duże okna. Wielkość i reprezentacyjny charakter wnętrza ze stropem belkowym, dodatkowo wyposażonego w lavabo, czyli rodzaj wnękowej umywalki, sugeruje, że mogło ono pełnić funkcję sakralną - lavabo umożliwiałoby rytualne obmywanie rąk przez prowadzącego modły. W okresie międzywojennym potwierdzone jest natomiast funkcjonowanie w którejś z kamienic przyrynkowych bóżnicy Sandzer Minjan, której lokalizacji nie ustalono. Czy mieściła się ona w naszej kamienicy? Nie jest to wykluczone. Jeśli tak, było to wnętrze ze stropem mogło pełnić funkcję sali modlitw a to drugie sali dla kobiet czyli babińca, co wyjaśniałoby funkcję tajemniczych otworów w dzielącej je ścianie, doświetlenie tego pomieszczenia ze względu na okno nie było bowiem potrzebne. Taki układ funkcjonalny, z wydzielonym zachodnim traktem budynku, łatwo dostępnym z zewnątrz (otwarty na podest schodów), spełniał najbardziej wygórowane kryteria dla sali modlitewnej. W żadnym z tych wnętrz nie stwierdzono jednak dekoracji o motywach judaistycznych, co funkcję sakralną stawia pod znakiem zapytania.

W 1939 roku kamienica stanowiła własność Salomona i Henryki Kleinmanów, po wojnie jako mienie pożydowskie została upaństwowiona, następnie przejęta przez rodzinę K.
Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku zaczął się kolejny etap w długiej historii tego obiektu. Władze miejskie postanowiły kamienicę przejąć i - po remoncie - zainstalować w niej jakąś instytucję.

Kamienica Rynek 5 - widok ogólny od strony rynku.

Ponieważ jako pracownik ówczesnych PKZ prowadziłem badania architektoniczne kamienicy, później (w początkowej fazie remontu) pełniłem nadzór konserwatorski nad pracami remontowymi, z ostatnią częścią historii kamienicy miałem styczność, jak można by to określić, bezpośrednią.
Dla kamienicy nie był to czas najlepszy - jej remont był najdłuższym z wszystkich przeprowadzonych po wojnie na tarnowskim rynku.

Po podjęciu decyzji o remoncie władze ludowe przystąpiły do odbierania kamienicy z gracją PGR-owskiej snopowiązałki. Zaczęło się od tego, że któregoś dnia w drugiej połowie 1979 roku właścicielka kamienicy, pani K., wyczytała w gazecie, że ówczesny prezydent miasta dzień wcześniej przekazał jej własną kamienicę (sic!) w prezencie krakowskiej Desie (państwowe przedsiębiorstwo zajmujące się handlem dziełami sztuki ). Wkrótce po tym subtelnym wstępie wysiedlono lokatorów kamienicy do mieszkań zastępczych, właściciele jednak starali się walczyć o swoje (mieli jednak większe prawa niż lokatorzy ) i stąd, w czasie kiedy kamienica była już w czasie badań rozkuwana, rodzina K. nadal mieszkała w swojej części. W końcu i oni się poddali i przenieśli do zaproponowanego za kamienicę lokalu zastępczego - od tej pory częściej niż poprzednio zaczęli kamienicę nawiedzać poszukiwacze skarbów, którzy nocami dziurawili podłogi pomieszczeń w poszukiwaniu ukrytych kosztowności (normalny los kamienicy pożydowskiej).

Później zaczął się proces projektowy, który trwał długo i nigdy się nie zakończył, bo prace realizowano w oparciu o projekty częściowe. Zmieniała się w tym czasie funkcja obiektu - ostatecznie przeznaczono go na Tarnowskie Centrum Kultury - projektanci oraz wykonawcy. Zakładany początkowo program prac uległ dramatycznej redukcji, a remont zakończony został wreszcie w 1992 roku, 12-13 lat po rozpoczęciu. W efekcie utrwalona została dosyć przypadkowa forma architektury kamienicy. Pomimo, że rysowała się taka możliwość, nie został odtworzony ani podcień ani barokowy szczyt, a z tyłu zamiast zrekonstruowanej bryły dawnej oficyny pojawiła się dosyć dziwaczna, pseudohistoryczna przybudówka. Przebudowana została natomiast konstrukcja dachu w którym, z niewątpliwą korzyścią dla obiektu, wprowadzono nowy poziom użytkowy.

Z przykrością jednak trzeba zauważyć, że w trakcie remontu uszczuplony został stan zachowania kamienicy - zniknęły elementy XVII wiecznego portalu który został odkryty podczas badań architektonicznych, oryginalna XVIII-wieczna brama klepkowa głównego wejścia zastąpiona została nie wiedzieć czemu atrapą podobnie jak kamienne obramienie wejścia, które wymieniono na nowe i ozdobiono Leliwą, której tu nigdy nie było. Podobnie niestety jest z kolorystyką elewacji - podczas ostatniego odnowienia uzyskały przypadkową, nie związaną z żadną fazą budowlaną kolorystykę, pomimo że programy kolorystyczne dla nowożytnych faz budowlanych zostały ustalone.

K. Marek Trusz

06.04.2011
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |