Z profesorem Kazimierzem Wiatrem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości rozmawiał Piotr Filip
Czy po sześciu latach obecności w Senacie może Pan potwierdzić, że Senat to w polskim systemie politycznym izba refleksji, która dobrze spełnia swoją rolę?
Nie ma wątpliwości, że Senat to izba potrzebna Polsce. Świadczy o tym nie tylko liczba poprawek do stanowionego prawa wnoszonych przez senatorów, ale jeszcze bardziej fakt, że spora liczba tych poprawek została przez Sejm przyjęta. To brzmi jak paradoks, ale ci którzy krytykują Senat, również z jego pracy korzystają. A to dlatego, że w Sejmie pracy jest bardzo dużo. Opinia, że parlamentarzyści nie przemęczają się w pracy jest nieprawdziwa. Zdarza się w związku z tym, że projekty ustaw mają wady, które należy skorygować. Często widać to już w momencie głosowania nad projektem ustawy, gdy poszczególne poprawki nie są ze sobą spójne. Zdarza się nawet, że rząd chce zgłaszać w Senacie poprawki do ustaw, choć w tym punkcie prawo jest jednoznaczne – prawo do zgłaszania poprawek w Senacie mają wyłącznie senatorowie. Senat rzeczywiście zajmuje się poprawianiem prawa i jest to bardzo istotna rola. Czasem pada argument, że utrzymanie Senatu zbyt wiele kosztuje. Zapewniam, że koszty błędów legislacyjnych byłyby dużo wyższe. Zawsze natomiast można stawiać pytania, czy Izby Wyższej parlamentu nie można by wykorzystywać w jeszcze większym stopniu.
Czy ma Pan konkretne propozycje w tym zakresie?
Tak. Należy np. zwiększyć możliwości Senatu w zakresie inicjatywy ustawodawczej. Należy zastanowić się także, czy sprawozdania z działalności ważnych instytucji mają być przedkładane jedynie Sejmowi, czy Senatowi również.
Należy także pamiętać, że Senat już teraz pełni dodatkowe funkcje. Mówię o opiece nad Polonią i Polakami za granicą. To piękna tradycja z czasów II Rzeczypospolitej. Tę funkcję także można jeszcze rozbudować. Jest ona limitowana przez wielkość nakładów i możliwości finansowe. Te środki nie są duże, ale mamy wiele sygnałów, że dobrze pomagają one Polonii i Polakom na wschodzie. Warto jeszcze o jednym powiedzieć - w Senacie spór polityczny nie jest tak ostry jak w Sejmie. To ważne dla dobra państwa, jeśli różne ugrupowania rozmawiają ze sobą spokojniej i z mniejszym ładunkiem emocji. Wielu Polaków patrzy na życie polityczne przez pryzmat tego co dzieje się w Sejmie, a więc ostrych sporów i konfliktów. Zapewniam, że w Senacie spieramy się dużo spokojniej.
Przez dwa lata był Pan Senatorem ugrupowania sprawującego władzę, w ostatniej kadencji Prawo i Sprawiedliwość było w opozycji. Czy dostrzega Pan różnicę w pracy parlamentarzysty koalicji rządzącej i opozycji?
Różnica jest zasadnicza. Nie mam wątpliwości, że praca parlamentarzysty związanego z ugrupowaniem sprawującym władzę jest całkiem inna. Inna jest oczywiście odpowiedzialność opozycji, i z takim poczuciem pracowaliśmy przez całą ostatnią kadencję. W 2005 roku duża liczba posłów, ale także i senatorów to były osoby, które po raz pierwszy znalazły się w parlamencie. Dwa lata później sytuacja była już inna, bo chociaż wiele było reelekcji, to dla Prawa i Sprawiedliwości sytuacja była nowa. Mieliśmy wówczas nadzieję, że wygramy tamte wybory. Natomiast jeśli chodzi o moją osobę, jestem w nieco innej sytuacji niż większość koleżanek i kolegów. Jako przewodniczący Komisji Nauki, Edukacji i Sportu mam z tego tytułu pewne obowiązki państwowe. Spotykałem się z przedstawicielami rządu, musiałem opiniować wiele dokumentów.
Są również istotne dla mnie sprawy, o które dbam dłużej niż od 2005 roku. To przede wszystkim kwestia wychowania młodego pokolenia, rozumiana dużo szerzej niż tylko edukacja. Kolejna ważna dla mnie sprawa to rozwój nauki. Chodzi zarówno o poziom finansowania, jak i lepszy sposób wykorzystania tych pieniędzy. Na tych polach pracuję niezależnie od tego, czy jestem w koalicji, czy w opozycji. W latach 2005 – 2007 byłem oczywiście bardziej skuteczny. Dla przykładu podaję: dwukrotnie udało się doprowadzić do spotkania rektorów wszystkich wyższych uczelni z premierem, wzrosło finansowanie szkolnictwa wyższego, wprowadzono projakościowy system finansowania uczelni i wiele innych. Później nie miałem już takich możliwości.
Na ile rolą parlamentarzysty jest tworzenie prawa i zajmowanie się sprawami Polski, na ile zaś ma on być przedstawicielem wyborców z własnego okręgu?
Należy umiejętnie obowiązki te dzielić pomiędzy pracę dla okręgu i pracę w Parlamencie. Najczęściej parlamentarzyści rozliczani są z tego, co robią we własnym okręgu i, moim zdaniem, to wciąż pewna ułomność. Gdy podczas jednej z konferencji opowiadałem o tym, co robię na co dzień w Warszawie, wielu słuchaczy było zdziwionych, bo nie miało na ten temat wiedzy i nigdy się tym nie interesowało. W moim przypadku aktywność zawodowa jako profesora AGH i dyrektora Akademickiego Centrum Komputerowego CYFRONET bardzo dobrze splata się z pracą w Komisji Nauki, Edukacji i Sportu Senatu RP. To samo dotyczy działalności w okręgu tarnowskim, a więc stworzenie Tarnowskiego Towarzystwa Naukowego, doprowadzenie internetu szerokopasmowego czy działalność na rzecz utworzenia Akademii Tarnowskiej.
Jak Pan ocenia szanse powołania Akademii Tarnowskiej? I czy gdyby przestał Pan być senatorem ta idea miałaby mniejsze szanse realizacji?
Realizacja tego projektu nie jest tylko moją rolą. Władze Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie są autonomiczne, podobnie jak władze Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II Sekcja w Tarnowie. Jestem przekonany, że obydwa te podmioty są mocno zdeterminowane, aby ten cel osiągnąć. Moją rolą jest budowanie atmosfery, wspieranie projektu poprzez podejmowanie różnych działań, w tym także w ramach Tarnowskiego Towarzystwa Naukowego. W Warszawie bardzo często słyszy się opinie, że nie po to powoływano wyższe szkoły zawodowe – tzw. PWSZ-ty, aby przekształcać je w akademie. Ja z kolei zawsze powtarzam, że Tarnów jest w tej sprawie wyjątkiem. Również dlatego, że od 190 lat działa tutaj Wyższe Seminarium Duchowne. Tarnów ma więc dłuższy akademicki staż niż wiele ośrodków w Polsce. Uważam, że powstanie Akademii Tarnowskiej jest projektem realnym i że nie jest to projekt wyłącznie dla Tarnowa, ale dla całego regionu. Poprawi on dostęp do edukacji wyższej i wpłynie na rozwój gospodarki Ziemi Tarnowskiej.
Wróćmy jeszcze do polityki. Czy okręgi jednomandatowe do Senatu to dobre rozwiązanie?
Mam w pamięci debatę na temat okręgów jednomandatowych. W okresie rządów lewicy wydawało się, że okręgi jednomandatowe są panaceum na wszystkie błędy i słabości naszego państwa. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że polska demokracja jest młoda. Pięćdziesięcioletnia przerwa w budowie demokracji i samorządu jest trudna do odrobienia. Obawiam się, że w przypadku jednomandatowych okręgów do Sejmu i Senatu rządy zmieniałyby się co kilka miesięcy. Jeżeli okaże się, że w wyniku nowej ordynacji żadna z wiodących partii nie będzie miała większości w Senacie, będzie to sytuacja dość trudna dla naszego państwa.
A może Senat ma być izbą samorządową?
Zastanawiałem się nad tym. Czym różnią się samorządowcy od innych obywateli? Tym, że znają się na sprawach samorządności. A więc ten obszar prawodawstwa byłby zapewne realizowany lepiej. Ale to samo można powiedzieć o profesorach, którzy świetnie znają się na prawodawstwie dotyczącym nauki i szkolnictwa wyższego, lekarze znają się na służbie zdrowia i w ten sposób samorządowcy „pokrywają” pewnie obszar spraw, którymi Senat się zajmuje, ale oddanie Senatu samorządowcom wydaje mi się rozwiązaniem sztucznym. Korzystne jest natomiast dochodzenie do funkcji parlamentarnych przez doświadczenie samorządowe, choć nie może to być jedyna droga. Pamiętajmy jednak, że ostateczna decyzja zawsze należy do wyborców.
Dziękuję za rozmowę