Pomoc Polakom na Ukrainie będzie potrzebna jeszcze bardzo długo

Z Dorotą Jaworską, Polką z Ukrainy, uczestniczką XVII Światowego Forum Mediów Polonijnych rozmawiał Piotr Filip
Mieszka Pani i pracuje na Ukrainie. Proszę powiedzieć, czym Pani się zajmuje?
Mieszkam i pracuję w Kijowie. Z Polski wyjechałam przed ponad 30 laty na studia, kilka lat później wyszłam za mąż i od tamtej pory mieszkam w Kijowie na stałe. Redaguję kwartalnik „Krynica”, adresowany do mniejszości polskiej. Pismo ukazuje się od 16 lat w wydawnictwie ojców Dominikanów. Dzięki temu mamy dobre warunki pracy. W przeciwieństwie do wielu innych podobnych redakcji na wschodzie nie musimy martwić się o dach nad głową, czy sprzęt do pracy. Otrzymujemy również pomoc, w tym także finansową. To nie jest jednak moje podstawowe zajęcia. Pracuję również w Dzienniku Kijowskim, czasopiśmie również skierowanym do mniejszości polskiej i w biuletynie wydawanym przez parafie katolickie.
Jak liczna jest grupa Polaków w stolicy Ukrainy?
W Kijowie mieszka pięć tysięcy Polaków. Niestety, zrzeszeni są oni aż w pięciu organizacjach polonijnych. Paradoksalnie – dwie z nich nazywają się „Zgoda”. Był w przeszłości taki czas, że działała jedna organizacja, ale to chyba typowe dla Polaków, że musimy mieć pięciu prezesów, pięć stołków i pięć pieczątek. Polonia bardzo na tym rozbiciu traci. Z jedną silną organizacją władze miejskie bardziej by się liczyły, niż pięcioma niewielkimi, które można traktować niepoważnie.
Jak wygląda obecnie sytuacja Polaków w Kijowie? Wiemy trochę o tym, jak się żyje w małych miejscowościach w pobliżu polskiej granicy. Czy w wielkim mieście sytuacja jest inna?
Sytuacja Polaków zmieniła się na lepsze po wprowadzeniu Karty Polaka. Karta daje m.in. prawo do otrzymania bezpłatnej wizy, a w Polsce do tańszych przejazdów środkami komunikacji państwowej. To sprawia, że większa liczba Polaków jeździ do kraju. Wcześniej nie było takich możliwości. Szkoda jednak, że z powodu biurokratycznych procedur Karta Polaka trafia czasem do osób, które na nią nie zasługują. Karta nie dotyczy niestety Polaków z polskim paszportem mieszkających na wschodzie. Oni, a właściwie my, bo ja również się do tej grupy zaliczam, znaleźliśmy się w gorszej sytuacji niż osoby, które udowodniły swoje polskie korzenie. Ja, pracując przez wiele lat na Ukrainie, nigdy nie otrzymam emerytury w Polsce.
Czy skupiska polonijne działają osobno w poszczególnych miastach, czy Polacy organizują się również na poziomie krajowym?
Na Ukrainie istnieją dwie duże organizacje polonijne. Jedna to Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie, druga nazywa się Związek Polaków Ukrainy. Obydwie mają takie same statuty. Nie można mówić o konkurencji pomiędzy nimi, ale waśnie czasem się zdarzają.
Czy Polacy na Ukrainie są również aktywni politycznie?
Niestety nie. Od dawna zabiega się o to, by polska mniejszość miała swoje przedstawicielstwo w parlamencie, ale nie znalazł się jeszcze taki polityk, który mógłby uzyskać wsparcie całej polskiej społeczności. Organizacje polonijne zajmują się przede wszystkim działalnością społeczną.
Czy Polacy na Ukrainie potrzebują nadal pomocy ze strony rodaków w kraju?
Sądzę, że tak i sytuacja taka utrzyma się jeszcze przez bardzo wiele lat. W ubiegłym roku podczas spotkania Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie sugerowano nam, aby pisma, które wydajemy zaczęły przynosić dochód. To jest zupełnie nierealne. Bieda jest tak okropna, zwłaszcza wśród Polaków żyjących w małych miejscowościach, że trzeba wybierać pomiędzy zakupem chleba, a polskiej gazety. W takich sytuacjach wybór może być tylko jeden. To się jeszcze bardzo długo nie zmieni. W moim przypadku, gdyby nie dochody męża, z pracy polonijnej trudno byłoby się utrzymać. Naszą działalność należy traktować raczej jako hobby, a nie źródło utrzymania. Tak więc mój mąż pracuje na moje hobby.
Kto w takim razie finansuje ukazywanie się takich czasopism, jak to, które Pani redaguje?
Przede wszystkim Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie. W tym roku pomoc ta została jednak bardzo ograniczona. Nie otrzymujemy już pieniędzy na utrzymanie strony internetowej. Zwróciłam się do Stowarzyszenia Przedsiębiorców Polskich na Ukrainie, które na szczęście nam pomogło, ale to przykre, że oszczędności w polskim budżecie czyni się kosztem najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących.
Po raz który odwiedza Pani Tarnów i Światowe Forum Mediów Polonijnych?
Od czterech lat co roku przyjeżdżam na spotkania polonijnych dziennikarzy.
Czy po tym czasie dostrzega Pani, że Forum zmienia się, pojawiają się nowe elementy, a może one potrzebne?
Przede wszystkim dostrzegam, że co roku jest ono lepiej organizowane. Czas, który spędzamy w Polsce jest idealnie zagospodarowany. Forum to dla mnie przede wszystkim intensywna praca. W ubiegłym roku były takie dni, w których pracowaliśmy po 15 godzin. To dobrze, bo należy jak najlepiej wykorzystać ten krótki okres, kiedy spotykamy się i jesteśmy razem. Zmiany dotyczą również coraz większych możliwości kontaktów między nami. Coraz łatwiej kontaktować się na bieżąco przez cały rok, dzięki temu łatwiej wytyczać tory i drogi współpracy. Przyjeżdżamy do Tarnowa z gotowymi projektami, wcześniej przygotowanymi.
Dziękuję z rozmowę.
10.09.2009