Miałem pomysł na tarnowski teatr -
rozmowa z Jackiem Głombem, tarnowianinem, reżyserem, dyrektorem teatru w Legnicy
21 listopada poznaliśmy dyrektora artystycznego tarnowskiego teatru. Została nim Ewelina Pietrowiak. Według oficjalnych informacji rozważano inne kandydatury, ale kontrkandydaci nie życzą sobie upubliczniania ich nazwisk. Tymczasem okazuje się, że również Pan chciał tworzyć, a może raczej współtworzyć w Tarnowie teatr porządny. Co to znaczy dzisiaj kreować w takim mieście jak Tarnów teatr porządny?
Teatr porządny, to przede wszystkim teatr porządnie zrobiony. Taki, w którym równą wagę przywiązuje się do wartości estetycznej spektaklu, jak i do tego, czy odpowiednio ustawiono światło, czy widownia słyszy każde słowo, czy promocja działa skutecznie i szlachetnie. Mówię tu o oczywistościach, jednak w dzisiejszym świecie szybkich i masowych produkcji szczególnie ważne staje się, by teatr działał jak spójny, dobrze nakręcony mechanizm. Chciałem ten cel osiągnąć poprzez zaproszenie porządnych artystów – takich, którzy robią uczciwy teatr dla widzów i miasta, a nie dla siebie, i którzy robią go w poszanowaniu warsztatu i etosu pracy.
W przypadku Tarnowa proponowałem nadanie teatrowi profilu teatru muzycznego. Oczywiście, nie chodzi o kolejną operę czy operetkę, ale o nowoczesne spektakle muzyczne. Takiej instytucji nie ma w Małopolsce i teatr w Tarnowie znalazłby własne miejsce. Nie oznacza to, że w repertuarze byłyby wyłącznie spektakle muzyczne.
W Tarnowie poszukiwanie recepty na dobry teatr trwa od lat prawie 30. Mówię - bom smutny - i sam pełen winy. Panu ta sztuka się udała. Ale w projekcie tarnowskim nie chodziło o proste przeniesienie doświadczeń legnickich o kilkaset kilometrów na wschód?
Oczywiście, że Tarnów to nie Legnica, każde miasto jest inne i w każdym miejskie środowisko społeczne wymusza inne działania, inne opowiadane na scenie historie, inne w końcu sposoby i drogi dotarcia do widza. Są jednak w tworzeniu teatru zasady podstawowe, których i w Legnicy, i w Tarnowie i w Genewie, Londynie czy Panamie naruszyć nie wolno. Jeśli dyrektor trzyma się tych zasad – robi teatr porządny, jeśli nie – po prostu mu nie wychodzi, i nie do końca nawet wie dlaczego.
Moim zdaniem tarnowskiemu teatrowi potrzebna jest zmiana radykalna. Chodzi nie tylko o to, by robić tzw. teatr dobry bo taki wszyscy chcemy robić, ale też, by miał on swój profil. A wszystko powinno być podporządkowane nadrzędnemu celowi – odzyskaniu publiczności. I to nie na poranne spektakle dla szkół, ale widzów, którzy wieczorami przychodziliby do teatru.
To nie pierwsza próba Pana współpracy z tarnowskim teatrem. I nie mówię tutaj o zrealizowanym wiele lat temu przedstawieniu. Chodzi raczej o pomysł na teatr. Taki pojawił się po raz pierwszy w momencie odejścia z Tarnowa Wojciecha Markiewicza.
Praktycznie od czasów dyrekcji Ryszarda Smożewskiego teatr w Tarnowie nie miał prawdziwego, dobrego gospodarza, człowieka, który zamieszkałby w Tarnowie. Wszyscy kolejny dyrektorzy byli tu przejazdem, a to z Łodzi, a to z Krakowa. Tymczasem jeśli mówimy cały czas o teatrze porządnym, to kolejnym warunkiem jego stworzenia jest właśnie gospodarz takiego miejsca. To jeden z istotnych warunków nadania teatrowi istotnego i zauważalnego miejsca w życiu tarnowskiej społeczności. Oczywiście, jeśli w z czasem takie działania zauważalne są też poza Tarnowem, to bardzo dobrze. Ale pierwszy etap to stworzenie teatru dla tarnowian. Po dymisji Markiewicza na prośbę władz zaproponowałem, że dyrektorem teatru zostanie młody, bezkompromisowy reżyser Szymon Turkiewicz. Władza wybrała jednak bezpieczniejszy wariant, z Edwardem Żentarą, którego dyrekcja okazała się artystycznym skandalem.
Jak technicznie i organizacyjnie chciał Pan to ustawić?
Zaproponowałem prezydentowi Ryszardowi Ścigale – i propozycja została przyjęta - że zostanę pełnomocnikiem dyrektora teatru ds. artystycznych, i przez dwa lata, czyli półtorej sezonu, odbuduję zespół aktorski, repertuar, nadam teatrowi linię ideową. Nadal pracowałbym również w Legnicy, bo tam jest moje miejsce. Ja nie muszę przeprowadzać się do Tarnowa bo ja jestem z Tarnowa. Otrzymałem zgodę marszałka województwa dolnośląskiego na czasowe łączenie zatrudnienia w Legnicy i Tarnowie, odbyłem rozmowy z reżyserami, aktorami, których chciałem zatrudnić w Tarnowie. Pierwszą premierą miał być w lutym przyszłego roku „Rewizor” w reżyserii Lecha Raczaka. Zacząłem pracę nad projektem spektaklu o Mościcach. Według mojego projektu, zaakceptowanego przypomnę przez magistrat, obowiązki kolejnego dyrektora artystycznego objąłby od listopada 2013 roku Łukasz Czuj, reżyser z Krakowa, specjalizujący się w spektaklach muzycznych.
Pańskie propozycje nie znalazły uznania w oczach kogo – dyrektora naczelnego czy władz samorządowych? A może jednych i drugich?
Myślę, że przede wszystkim zastępcy prezydenta miasta, Doroty Skrzyniarz. Sądzę, że od początku myślała ona o innym rozwiązaniu personalnym, ale nikt mi o tym otwarcie nie powiedział. Rozmowy trwały cztery miesiące, zapadły konkretne ustalenia, zaakceptowano mój projekt. I nagle zmiana decyzji. Myślę więc, że przede wszystkim tarnowskim władzom nie zależy na silnym dyrektorze w teatrze. Na człowieku, który będzie chciał coś tu zmieniać. Władzy zależy tak naprawdę na legitymizacji tego stanu, który jest. Żeby zgadzały się słupki. A to, jaki jest poziom artystyczny spektakli, nie ma żadnego znaczenia. Dobry teatr to przecież kontrowersyjny teatr, a kontrowersji tarnowska władza boi się jak ognia. Jak zapytałem czemu teatr nie gra wieczorem, to od Doroty Skrzyniarz uzyskałem jedną z najzabawniejszych odpowiedzi - miasto wyremontowało salę nie tylko po to, żeby tam był teatr, ale żeby mieć salę, która ma służyć miastu, czyli będą tu akademie, imprezy okolicznościowe, zewnętrzne. I tak jest. I z teatru zrobiono dom kultury, przy okazji bywa tam teatr.
Wiem, że tej sytuacji trudno o wybieganie w zbyt odległą przyszłość, ale gdyby miał Pan pokusić się o nakreślenie przyszłości teatru w Tarnowie, jakby Pan ją ocenił?
Nie chcę być wróżką, ale kiedy czytam, że nowa dyrekcja chce doprowadzić do sytuacji, gdy w tarnowskim teatrze grane będą równocześnie trzy przedstawienia na trzech scenach, to sądzę, że bardzo niewiele wie ona o kondycji teatrów w stutysięcznych miastach. Myślę wiec, że będzie to kolejna epizodyczna dyrekcja. W Tarnowie problem polega bowiem na tym, żeby teatr w ogóle zaczął grać wieczorami na dużej scenie. Bo nie gra. A jeżeli teatr nie gra regularnie wieczorami, to nie ma teatru. Żeby było jasne: nie obrażam się na Tarnów, ale magistrat odtąd będę omijał szerokim łukiem. Szkoda tylko zmarnowanej energii ludzi, którzy mogli pomóc w odbudowie teatru w Tarnowie.