z Czesławem Kwaśnikiem, prezesem Okocimskiego KS Brzesko, delegatem na zjazd PZPN rozmawiał Piotr Filip
Był pan delegatem na zjazd Polskiego Związku Piłki Nożnej jako jedna z dwóch osób z regionu tarnowskiego. Czy rzeczywiście można nazwać ten zjazd przełomowym?
Z terenu byłego województwa tarnowskiego rzeczywiście mieliśmy tylko dwóch przedstawicieli – z Brzeska i Niecieczy. Zostałem wybrany przez Walne Zebranie Członków Klubu, bo tylko to gremium jest w tej sprawie kompetentne. A jeżeli chodzi o sam zjazd – jestem bardzo zadowolony z jego rezultatów. Ten układ personalny gwarantuje zmiany i rokuje dobrze na przyszłość.
Wcześniej udzielaliście poparcia kandydatom na prezesa i członków zarządu. Może pan zdradzić kto był pańskim faworytem?
Nie ukrywam, że rekomendowaliśmy Romana Koseckiego na stanowisko prezesa i Marka Koźmińskiego do zarządu PZPN. Obydwaj zostali ostatecznie wiceprezesami związku.
Obrady, przynajmniej te fragmenty, które kibice oglądali w telewizji, wydawały się dość burzliwe.
Bo takie były. Stary układ mocno dążył do utrzymania władzy. Przed zjazdem niektórzy twierdzili nawet, że żadne zmiany nie będą możliwe. Osobiście od początku optowałem za zmianami i to radykalnymi. Nie ukrywałem tego również podczas spotkania z Grzegorzem Latą. Powiedziałem wówczas, że jeśli nie dojdzie do zmian w związku to będzie początek końca piłki nożnej w Polsce. Bo zmiany domagali się kibice. A jeśli ich zabrakłoby na stadionach, to kluby stracą rację bytu. Miałem także żal do poprzedniego zarządu, że nie pomagał klubom takim, jak choćby Okocimski, czy kluby niższych klas. Myślę o pomocy w szkoleniu młodzieży, na co PZPN powinien mieć pieniądze. Młodzi ludzie chcą grać w piłkę, widzę to w Brzesku. Tymczasem gdyby nie rodzice i ich pomoc finansowa mielibyśmy ogromny kłopot z utrzymaniem najmłodszych grup. Ostatecznie Grzegorz Lato nie zebrał wymaganych głosów poparcia, ale wystartowali jego ludzie. Gdyby któryś z nich został prezesem o zmianach moglibyśmy zapomnieć.
Ostatnie ustalenia personalne zapadały podobno w noc przed zjazdem?
W grupie przedstawicieli klubów I ligi uznaliśmy, że w pierwszej turze każdy zagłosuje według własnego uznania, ale w drugiej oddamy głosy na tego z duetu Kosecki – Boniek, który otrzyma więcej głosów w pierwszym głosowaniu. W ten sposób Zbigniew Boniek miał zapewnione 18 głosów poparcia.
Przedstawiciele klubów pierwszoligowych nie są jednak zbyt licznie reprezentowani w nowym zarządzie.
Mamy dwóch przedstawicieli w zarządzie – z Krakowa i Łęcznej. Natomiast do Komisji Rewizyjnej wybrano przedstawicielkę Miedzi Legnica. Po wyborze Marka Koźmińskiego na wiceprezesa zaproponował on, bym kandydował na zwolnione przez niego miejsce w zarządzie. Nie przyjąłem tej propozycji, bo uważałem, że powinienem być lojalny wobec osób, które wspólnie zaproponowaliśmy wcześniej w gronie prezesów klubów pierwszej ligi.
Czego oczekuje pan od nowego prezesa i nowego zarządu?
Zmian. Jakie one będą będą i kiedy nastąpią – trudno spekulować. Na pewno reformowanie polskiej piłki nie będzie procesem łatwym. Proszę nie liczyć na radykalne zmiany w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Zbigniew Boniek deklaruje jednak, że nie przyszedł do PZPN dorabiać się, ale pracować na lepszy wizerunek piłki. Jeśli on się zmieni, łatwiej będzie też o sponsorów dla poszczególnych klubów.
Poza kwestiami personalnymi, które budzą największe emocje, o czym jeszcze rozmawiano na zjeździe?
Między innymi o ważnych dla klubów sprawach. Mam szczególną satysfakcję, gdyż jeden z dwóch przedłożonych przez mnie projektów uchwał został 26 października przyjęty. Zaproponowałem, aby wszystkie koszty meczowe w I lidze pokrywał PZPN. Chodzi o koszty sędziów, delegata związku i obserwatora. Dla Okocimskiego oznacza to oszczędności rzędu 70 tysięcy złotych rocznie. Nie chodzi jednak wyłącznie o pieniądze. Skończą się sytuacje, gdy przedstawiciele klubów biegali z kopertami po szatniach. Teraz pieniądze będą przelewane z konta PZPN. Przedstawiciele klubów ekstraklasy, mimo że ich to rozwiązanie nie dotyczy, w większości nie mieli zastrzeżeń. Ludzie funkcjonujący w piłce wiedzą, że zaplecze ekstraklasy jest w większości finansowo bardzo słabe. Drugi projekt uchwały dotyczył złagodzenia licencyjnych wymogów dla klubów pierwszoligowych.
Tę propozycję zapewne trudniej było przeforsować?
Projekt przekazano ostatecznie pod obrady zarządu. Rozumiem, że infrastruktura sportowa w naszym kraju musi być coraz lepsza, zwłaszcza że takie są wymogi UEFA i FIFA. Ale nie jesteśmy w stanie szybko zbudować boisk z podgrzewaną murawą i sztucznym oświetleniem. Spora liczba obiektów sportowych jest własnością samorządów. Te mają swoje kłopoty, problemy, długi i modernizacja stadionów nie jest dla nich priorytetem. Panuje kryzys, kluby mają kłopoty ze znalezieniem sponsorów. Zaoszczędzone pieniądze można wydać na szkolenie, a inwestowanie w infrastrukturę odłożyć na pewien czas. Chodzi mi jedynie o kilkuletni okres kwarantanny w tym zakresie.
Dziękuję za rozmowę